Ł: Dzisiaj przemieściliśmy się na północ oglądając ponad 100km wybrzeża. No powiem tak - słabo zachwyca, takie trochę depresyjne. I wcale nie w tym rzecz że jesteśmy kilkanaście metrów poniżej poziomu morza, choć oczywiście jesteśmy. Wakacyjne miejscowości blisko Baku mają urok porównywalny z Coatzacolcos nad Zatoką Meksykańską. Tak, tym z pordzewiałym pomnikiem białego gołębia. Niby jest plaża i woda, ale piasek jakiś taki burawy i twardy. Zwykłym autem można dojechać nad brzeg, dlatego przygotowane parkingi są puste, bo każdy jedzie dalej. Pozostała infrastruktura plażowa też raczej siermiężna, woda koloru i przejrzystości zbliżonej do Bałtyku, tylko oczywiście dużo cieplejsza i mniej słona. Ale popływaliśmy w Morzu Kaspijskim, a jeszcze nigdy tu nie pływaliśmy, więc było fajnie. Dalej brzeg zajmuje bardzo długa strefa industrialna z wielkimi halami, jeszcze większymi zbiornikami paliwowymi, magistralą kolejową itp. Masakra. Jeszcze dalej zaczyna się dziko, ale tak mało sympatycznie. Ciężko dotrzeć do brzegu, bo trzeba się przedzierać przez jakieś błotne rozlewiska, pełne plastikowych butelek przyniesionych przez wodę. Są też obszary piaszczyste, ale co to za piasek.
Na poprawę nastroju pojechaliśmy pospacerować w Górach Cukierkowych. Od razu nam się poprawiło. Krajobraz całkiem bajkowy. Same góry wśród których wije się droga dość mocno przypominają Atlas Niski, górki do 1000m, ale ponieważ startują niemal z zera, to całkiem spore. W większości pokryte jakimiś suchymi krzewinkami, a tam gdzie roślinności nie ma, stoki mienią się wszystkimi odcieniami jakie można sobie wyobrazić, pomiędzy żółtym i czerwonym ułożonymi w spektakularnie pokręcone paski. Z bliska okazuje się, że te góry są ulepione z różnokolorowego błota. Bardzo fajne.
Na koniec wypatrzyliśmy jeszcze ciekawą formację skalną Besbarmaq, do której prowadziło 5km marnej szutrówki. Skałki super, choć ucywilizowane [schodki, poręcze]. Oferowały bardzo fajny widok na Morze Kaspijskie, które z góry wygląda o niebo lepiej niż z bliska.