Ł: Bladym świtem wylądowaliśmy w Baku. Formalności na lotnisku szybkie i bezproblemowe. Obowiązuje e-visa, którą trzeba załatwić on-line kilka dni wcześniej.
Następnie spotkało nas najdziwniejsze w moim życiu wynajęcie samochodu. Zarezerwowaliśmy w firmie Automile, bo miała bardzo dobre opinie i jeszcze lepsze ceny. Minusem był brak biura w terminalu, więc spodziewaliśmy się gościa z tabliczką. Tymczasem po wylądowaniu dostaliśmy informację, że auto stoi przed terminalem i rzeczywiście stało przy krawężniku, otwarte, z wcześniej przygotowaną umową na podszybiu. Pojawił się też facet który poprosił o 130USD gotówką za 9 dni najmu oraz stówę zwrotnego depozytu, też gotówką. Dał kluczyki, życzył szerokiej drogi. Żadnej blokady na karcie, po 3 minutach auto było nasze, a facet zniknął.
No więc pojechaliśmy do miasta i łaziliśmy do popołudnia. Nie jestem miłośnikiem zwiedzania miast, a do tego wczorajszy wieczór stał się dość nagle dzisiejszym porankiem, więc byliśmy strasznie niewyspani. Może to dlatego Baku nie zachwyciło nas jakoś specjalnie. W krajobrazie miasta zwracają uwagę wielkie i futurystyczne budowle o wymyślnych kształtach. Chyba bardziej rzuca się w oczy tylko nieprawdopodobna ilość policjantów i radiowozów na każdym kroku, po trzy auta na każdym skrzyżowaniu i pojedyncze na prostych. Niewiele mniej jest też kotów.
Starówka jest (delikatnie mówiąc) umiarkowanie klimatyczna. Dodatkowo atmosferę psują liczni naganiacze zachęcający do wycieczek i gastronomii oraz wygórowane ceny wstępów , tzn. wygórowanych dla przyjezdnych - miejscowi mają swoją zgrabną taryfę. Obejrzeliśmy dwa darmowe meczety i z resztą daliśmy sobie spokój.
Ale żeby nie było, że tylko zrzędzę, to bardzo miło wspominam dzisiejszą wizytę na stacji paliw. Benzynę lejemy za 2,50zł, a diesel jest jeszcze tańszy. Aż nie chce się gasić silnika :)))