A: Spaliśmy przy samej rzece na kamykowej plaży. W Albanii takie noclegi to standard:) Wstaliśmy dość wcześnie, bo mieliśmy rezerwację na łódkę o godzinie 9 rano, a prosili stawić się min. 2O minut przed czasem. Rejs miał się odbyć po jeziorze Komani, które niezwykle widowiskowo wije się wśród skał wysokiego kanionu. Oczywiście na miejscu okazało się, że czas jest tu pojęciem względnym i wszelkie ustalenia, czy informacje ze strony internetowej nie mają pokrycia w rzeczywistości. Ostatecznie ruszyliśmy o 9.3O a wróciliśmy po 18 zamiast 16. Sam rejs trwa ok. 2 godzin i w opcji, którą wybraliśmy doprowadził nas do rzeki Lumi i Shales, gdzie był przewidziany relaks na kamienistej plaży. Jeśli chodzi o nasze wrażenia to widoki w kanionie przepiękne. Trochę peszą śmieci (głównie plastikowe), które pływają w jeziorze. Doszliśmy do wniosku, że chyba ludzie z łódek je wyrzucają za burtę, bo w kanionie nie ma żadnych zabudowań, więc skąd by się wzięły? No chyba, że z rzeki. Druga rzecz, która nas drażniła, aż w końcu mocno zaczęła przeszkadzać, to palenie papierosów na łódce. Siedzi się jeden koło drugiego w rządku, tymczasem pali ponad połowa pasażerów (dzieci na szczęście jeszcze nie) więc człowiek automatycznie staje się biernym palaczem. Nie mogliśmy się nadziwić jak często potrafią sięgnąć po papierosa podczas takich 2 godzin rejsu. Pod koniec rozbolała mnie głowa i brzuch, a do tego zrobiłam się zielona (popatrzcie na zdjęcie). Mimo to staraliśmy cieszyć się pięknymi widokami. Trzeba przyznać, że warte są 2O euro od osoby. Chill-out na plaży to niestety nie jest coś co lubimy robić, a właściwie w ogóle tego nie lubimy. Tymczasem byliśmy zmuszeni wytrzymać tam prawie 5 godzin! Woda w rzece piękna, krystaliczna, ale zimna jak sto pieronów. Ja nie nie byłam w stanie się zanurzyć, ale Łukasz dawał radę i mówił, że już do takiej wchodził w Norwegii… Z braku laku wykupiliśmy leżaki, żeby mieć parasol i gniliśmy tam bez sensu te kilka godzin. Całe szczęście, że wzięliśmy sobie książki. Następna rzecz, która nas mocno zniesmaczyła to restauracje. Ponieważ wyprawa miała nam zająć cały dzień postanowiliśmy zjeść obiad na miejscu. Restauracji mnóstwo, ludzi też mnóstwo, ale sprytnie pomyśleliśmy, że jak pójdziemy 2 godziny przed odpłynięciem, to zdążymy bez problemu. Tymczasem w każdej z restauracji czas oczekiwania był 2 godziny. Do tego nie można było się doczekać na kelnera żeby złożyć zamówienie, więc czas się automatycznie wydłużał. I co najgorsze, kelnerzy niemili, zamiast przeprosić za tą absurdalną sytuację, to krzyczą na klientów, że przecież wszyscy czekają. Ostatecznie wracaliśmy głodni, znudzeni i napełnieni dymem papierosowym od stóp po czubki włosów :(
Ł: Kanion jest na pewno wart zobaczenia, nawet jeśli to wymaga poświęceń. Najtańszą opcją jest regularny prom 10 Eur/os za całe jezioro od Fierzë po Koman. Tyle, że nie da się w jeden dzień przepłynąć tam i z powrotem (chyba że w przeciwnym kierunku). Musielibyśmy więc zabrać auto, a za kampera czeszą 100Eur (plus 20 za nas). Drogo trochę, a poza tym czytałem że auta, motory i rowery strasznie upychają, a kampery nawet wieszają poza promem, więc łatwo skończyć rejs z podrapanym autem i zepsuć sobie humor na resztę wakacji. Wydaje się więc że przejażdżka łódką jest najlepszą/najtańszą wersją, mimo tej masakry w strefie chill-out.
Ale najważniejsza rzecz. W Albanii mamy Internet więc przejrzałem zdjęcia satelitarne i znalazłem moją zagubioną drogę. Wracamy do Kosowa :)))