Ł: Po porannej, ponownej kontemplacji piękna przełomu Driny, pojechaliśmy dalej na południe. Pogranicze serbsko-czarnogórskie to całkowicie bezludne pagórkowate pastwiska. Właściwie ostatnia cywilizacja to Sjenica, a potem przepiękne, zielone pustkowie. Co dziwne, pastwiska są ogrodzone, ale krów i owiec jak na lekarstwo.
Wczesnym popołudniem wjechaliśmy do Czarnogóry, przejechaliśmy dość ładnym kanionem rzeki Ibar i wdrapaliśmy się na przełęcz Kula. Ale żeby to zrobić trzeba było najpierw opuścić terytorium Czarnogóry, bo posterunek graniczny jest tuż przed przełęczą. Do kolejnej granicy jest niemal 10km. I właśnie tutaj, niejako na ziemi niczyjej, na przepięknej połoninie, idziemy spać. Jutro Kosovo.