Ł: Nasz pobyt w Kanadzie rozpoczęliśmy od wizyty w Ottawie, a teraz, po 16 dniach postanowiliśmy go tak samo zakończyć. Poprzednio deszcz robił co mógł żeby popsuć nasze pozytywne odczucia – trzeba przyznać, że dość skutecznie. Tym razem słoneczny blask leje się z nieba, pora więc odczarować złe wrażenia.
Zaczęliśmy od Chaudiere Falls, kiedyś dzikiego wodospadu o dużym znaczeniu dla rdzennych mieszkańców Kanady (ludu Algonkin). Natomiast od początku XIX wieku kaskadę stopniowo zagospodarowywano i zaprzęgano do pracy. To tu powstał pierwszy młyn – turbina wodna, która napędzała tartak, w którym cięto drewno, a następnie spławiano do Montrealu i Toronto. To ten młyn i tartak były zaczątkiem miasta. W późniejszych latach wodę powyżej kaskady dodatkowo spiętrzono, co pozwala regulować poziom wody i przepływ na wodospadzie. Dwa tygodnie temu było tu sporo szumu i piany, a dzisiaj ledwo się coś certoliło.
Potem obeszliśmy ponownie całe wzgórze z budynkami parlamentarnymi, popatrzyliśmy na rzekę, po której pływał autobus, pooglądaliśmy ręcznie otwierane śluzy na Kanale Rideau, przeszliśmy tutejszą Floriańską, coś zjedliśmy i zgodnie uznaliśmy, że teraz naprawdę byliśmy w Ottawie :)