A: Weekend spędzamy w Montrealu. Gościmy nowożeńców i oprócz rozmów o wszystkim, staraliśmy się im pokazać miasto. Dla Kanadyjczyków z Ontario Montreal wydaje się bardzo europejski. My też widzimy różnicę, choć nie tak bardzo jak oni. Na początek podjechaliśmy do Oratorium św. Józefa, w którym obiektem kultu jest św. Andrzej. To postać znana raczej tylko w Kanadzie, ksiądz, który pod koniec XX wieku opiekował się sierotami. Samo Oratorium z zewnątrz wygląda jak bazylika, w środku natomiast trochę jak hybryda kościoła z supermarketem i muzeum. Trochę peszy ogromna betonoza, która wygląda jakby ktoś przed chwilą zdjął szalunek, ale zdaje się, że to już image ostateczny. Całe Oratorium ma 7 poziomów. Na jednym z niższych jest dość ciekawa kaplica wotywna, w której palą się tysiące świec w różnych kombinacjach. Wygląda to całkiem ciekawie. Można też wejść do krypty, gdzie jest grób świętego. Oprócz tego jest główna bazylika, kilka sklepów z pamiątkami oraz muzeum szopek. Na początku muzeum wydało nam się bardzo kiczowate, ale z czasem nawet bardzo mi się spodobało. W gablotach wystawione są maleńkie szopki z różnych krajów na całym świecie. Z Polski są dwie, obie beznadziejne, więc z wiarygodnością eksponatów było kiepsko. Nie zmienia to sytuacji, że niektóre szopki były bardzo ciekawe, inne śmieszne a jedna, chyba z Japonii nawet trochę straszna. Później trafiliśmy do portu i starej części Montrealu i staraliśmy się zobaczyć to, czego nie zdążyliśmy poprzednim razem. Nawet całkiem ładnie było, choć ilość sztucznych kwiatów zupełnie niespotykana w Europie, trochę peszy. Nasi goście byli chyba bardziej zachwyceni niż my, mówili, że inny język i inna architektura sprawia, że czują się jak na wakacjach w innym kraju. W czasie zwiedzania zepsuła nam się pogoda, więc aby przeczekać deszcz zakotwiczyliśmy w jednym z kościołów, który okazał się dość wierną repliką Bazyliki św. Piotra w Watykanie. Trochę to dziwne, ale cóż... Najlepszą atrakcję mieliśmy zaplanowaną na godzinę 21 wieczór, a mianowicie świetlny spektakl w katedrze Notre Dame. Bilety trzeba zarezerwować wcześniej, bo chętnych jest dużo i teraz już wcale mnie to nie dziwi. Fantastyczne widowisko! Katedra wewnątrz jest bardzo bogato zdobiona, więc umiejętne podświetlanie odpowiednich elementów robi niesamowite wrażenie. Do tego przejmująca, wspaniała muzyka, która współgra odpowiednio ze światłem… Wszystko razem zrobiło na nas ogromne wrażenie.
Uważam, że widowisko jest nie tylko warte każdych pieniędzy, ale nawet specjalnego przyjazdu do Montrealu!
https://www.youtube.com/watch?v=FV3XdOda3zM