Ł: O ślubie i weselu nie będziemy się szczególnie rozpisywać, bo to jednak intymne momenty. Ale muszę podzielić się jedną refleksją, której mottem jest: I po co tę żabę jeść???
Główna różnica między polskim a kanadyjskim czy amerykańskim weselem to przemowy. Najpierw speach wygłaszają best many (czyli 2), potem rodzice (czyli 4), a na końcu młodzi (czyli 2). Nie trudno się domyślić, że jest to nieco….. powiedzmy obciążające dla gości, szczególnie gdy któryś z mówców zagrzebie się w dygresjach. Tym bardziej, że tematyka jest łatwa do przewidzenia: pierwsi chwalą, drudzy chwalą i dziękują, trzeci dziękują. Tak to wygląda od strony gości, ze strony mówców to kupa stresu przed publicznym wystąpieniem, a zabawa zaczyna się dla nich dopiero po speach’u. No więc po co tę żabę jeść???
Ania mówi, że różnic jest więcej, ale nie będziemy się w nie zagłębiać.
W drodze z wesela omal nie przejechałem skunksa. Wyhamowałem, ale biedny się zestresował i trochę popuścił.