A: Tym razem bardzo szybko ruszyliśmy na podbój stolicy, bo od razu dzień po wylądowaniu. Trochę byliśmy „ jak z krzyża zdjęci „ po mniej więcej trzech godzinach snu, ale daliśmy radę. W Ottawie zaparkowaliśmy nad samą rzeką, w centrum, na parkingu przy moście Aleksandra, który ktoś polecił na geoblogu. Super miejsce, choć problemem było uiszczenie opłaty, bo jedyna możliwość to użycie odpowiedniej aplikacji. Po zeskanowaniu kodu QR otrzymaliśmy informację, że obcokrajowcy nie mogą skorzystać. Poradziliśmy sobie za pomocą gotówki i uprzejmej kanadyjki, ale nie było łatwo ją znaleźć. Zaraz po wyjściu z parkingu, mijaliśmy nieduży skwerek z wykoszoną trawą, po której spacerował świstak i podgryzał trawę. Niezły widok w centrum miasta :) Ottawa jest dopiero 4 miastem pod względem wielkości, a o wyborze na stolicę tego ogromnego kraju zdecydował fakt, że ze względu na położenie na granicy dwóch prowincji: Ontario i Quebeck, samo miasto stanowi mieszankę francuskoangielskojęzyczną. Oczywiście tak było w połowie XIX wieku, kiedy królowa podejmowała tą decyzję, bo teraz sami przekonaliśmy się, że na ulicach słychać prawie wyłącznie angielski. Zwiedziliśmy chyba najważniejsze zabytki, choć aura robiła co mogła, żeby nam w tym przeszkodzić, a mianowicie cały dzień padło. Na koniec byliśmy przemoknięci do samej skóry, więc nie wiem czy nasze wrażenia nie były trochę skrzywione przez niesprzyjające warunki pogodowe. Katedra Notre Dame bardzo okazała i piękna w stylu gotyckonaśladowczym, mnie wydała się przesadnie wystrojona, ale to pewnie kwestia gustu. Wzgórze Parlamentarne pozwala na podziwianie widoków z odpowiedniej perspektywy, ale sam budynek był remontowany, więc za dużo nie mogliśmy zobaczyć. Obok niego wybudowano bardzo luksusowy hotel o wyglądzie zamku, taki trochę w stylu zamków nad Loarą. To takie amerykańskie :) Dość dużo czasu poświęciliśmy na obejrzenie Kanału Rideau, wpisanego na listę UNESCO. Słynie z tego, że jest najstarszym, działającym nieprzerwanie kanałem w Ameryce Północnej i łączy Ottawę z Kingston nad jeziorem Ontario. Było jeszcze jedno miejsce do którego planowaliśmy zaglądnąć,a mianowicie wodospady na rzece Ottawa, czyli miejsce gdzie wybudowano młyn, a to z kolei zapoczątkowało powstanie miasta na samym początku XIX wieku, ale byliśmy już bardzo przemoczeni, do tego przestało padać, a zaczęło lać, więc skapitulowaliśmy i wróciliśmy do auta. Ale kto wie… może innym razem :)