Ł: Dzisiaj ostatni dzień, zwykle to dzień bardziej techniczny (pakowanie i sprzątanie), ale ponieważ byliśmy sami i krótko, to wiele do zrobienia nie było. Dlatego mieliśmy sporo czasu na odwiedzenie dwóch pobliskich miast: Ponteverda i Noia. O pierwszej internety piszą, że warto, a o drugiej niewiele piszą, ale polecili nam ją nasi Intervacowcy, bo to ich miasteczko rodzinne. Szczerze mówiąc to nie zachwyciło nas ani jedno, ani drugie.
W Pontevedrze jest oczywiście trochę starych budowli, głównie sakralnych. Najciekawsze to naszym zdaniem ruiny klasztoru Santo Domingo, kościół św. Franciszka, chyba z budynkiem zakonu Franciszkanów i bazylika Santa María la Mayor. Ta ostatnia była dziwnie odrestaurowana, bo tylko do pewnej wysokości. Wszystko pięknie wypiaskowane aż po dach, a górna część wieży nietknięta, czarna i krzaki z muru wyrastają. Wygląda, jakby firma budowlana odpuściła dokończenie pracy, bo miała za niskie rusztowanie. Za to na kościele Franciszkanów był zakaz wnoszenia jakichkolwiek świec. Chyba mają złe doświadczenia z ogniem, albo raczej z roztopionym woskiem, bo kościół jest z kamienia, a drewno tylko na suficie. Reszta starówki, taka sobie, raczej chaotyczna, kilka budynków w renowacji, więc zasłoniętych, co uroku miastu nie dodaje. W środku starówki jest też jakaś szkoła, a przed nią plac, na którym bawili się uczniowie. Uwagę przykuwały mundurki tych dzieci, szczególnie chłopców, którzy nosili jakieś ewidentnie za duże szare koszuliny i całkiem wyglądali jak filmowe sieroty z ochronki.
Noia prezentuje się jeszcze słabiej, choć położenie tej starej rybackiej mieściny przy ujściu Rio Vilacoba powinno nieść potencjał. Tyle, że ta rzeka uchodzi do oceanu , więc jak jest odpływ to zamiast wody jest śmierdzące błoto. Tak było właśnie dzisiaj, a słynny stary kamienny most nad błotem to jednak nie to. W starówce jest za to spora perełka architektoniczna z XIV w. będąca przykładem tzw. gotyku morskiego. To kościół Santa María la Nueva .