A: Znów trafiliśmy na koniec świata. Byliśmy już na końcu francuskim i angielskim, teraz kolej na hiszpański. Chociaż właściwie to nie Hiszpanie wymyślili, że w Fisterra jest koniec świata, tylko Rzymianie. Co ciekawe każde to miejsce, w jakim kraju by nie było, jest właściwie takie samo. Ocean, klifowe wybrzeże i obowiązkowa latarnia na skałach, czyli przepiękne krajobrazy na każdym kroku. Dzisiejszy trekking, obfitujący w piękne widoki, dał mi jednak dość mocno w kość, bo ścieżki to się wznosiły, to opadały stromo. Prawdę mówiąc pod koniec już ledwo powłóczyłam nogami. Roślinki porastające klif nie rozwinęły jeszcze całej swojej palety barw. Żarnowiec już piękny, ale wrzosy w powijakach, więc tu mi trochę wrażeń estetycznych brakło, za to trasa prowadziła w pewnym momencie przez plażę, co super urozmaiciło wędrówkę. Warto wspomnieć, że na tym terenie przebiega jedna z tras Camino de Santiago, czyli szlak pielgrzymkowy do Santiago de Compostela. Z tego powodu zarówno wędrując po klifach, jak i jadąc samochodem, mijaliśmy bardzo dużo pątników i to zarówno samotnych jak i w większych lub mniejszych grupach.