A: Dzisiejszy dzień określiłabym 1OO% galicyjskości w Galicjii. Pojechaliśmy na półwysep poniżej naszego i podobnie jak wczoraj zostawiliśmy auto na górze, tym razem: Monte da Siradella. To dobry sposób na przygotowanie się na to co nas czeka patrząc na wszystko z góry. Poza tym takie planowanie trasy pozwala na zastosowanie zasady „dla każdego coś dobrego” skoro ja lubię chodzić długo po plaży, a Łukasz wspinać się i łazić między skałkami. Tak więc z samej góry mieliśmy okazję zobaczyć piękną zatokę z plażą i obowiązkową w tych regionach drewnianą kładką za wydmami oraz świetnie widoczny Parque Nacional Maritimo das Illas Atlanticas czyli Wyspy Atlantyckie. Do tego mogliśmy podziwiać farmę małży, bardzo charakterystyczną dla Galicji. Do plaży prowadzi ścieżka turystyczna, która niestety w ostatnich latach była tak rzadko używana, że praktycznie prawie cała zniknęła w gęstwinie. W konsekwencji parę razy się zgubiliśmy, a poza tym kiedy udało nam się w końcu zejść na dół nasze nogi i ręce wyglądały jak po spotkaniu z rysiem. Spacer plażą i powrót drewnianą kładką był bardzo przyjemny, a widoczki super. Wracając do domu podjechaliśmy do miasteczka Combarro, które kilka razy polecała nam nasza gospodyni. Na początku byliśmy trochę rozczarowani, bo trafiliśmy do portu jakich wiele, jedyne co to zaskakująco jak na Galicję wypełniony turystami. Później jednak okazało się, że ta ciżba nie jest bez powodu. Podobno Combarro jest miejscem w Galicji o największym zagęszczeniu turystów na metr kwadratowy. I tu wracam do tego dlaczego ten dzień był taki galicyjski. Otóż najbardziej charakterystycznym elementem krajobrazu tego regionu Hiszpanii są horrea, czyli kamienne spichlerze chroniące zboże, mięso i ryby przed wilgocią i zwierzętami. W Combarro jest 6O horreów, z których połowa jest ustawiona w samej linii brzegowej. Poza spichlerzami są oczywiście też domy, ale nie byle jakie!
To cała rybacka osada, składająca się z fantastycznych małych, kamiennych domków, wybudowanych w XVII i XVIII wieku. Do tego kamienne, wąskie uliczki, prowadzące odwiedzających w górę i w dół, aż do samego morza. Coś pięknego! Zupełnie nie rozumiem dlaczego nie natrafiłam na żaden opis tego miejsca, kiedy szukałam informacji co warto zobaczyć w Galicji. W każdym razie my byliśmy zachwyceni i szczerze polecam to miasteczko każdemu kto będzie w okolicy, bo naprawdę warto.