Ł: Nie wiem czy Wam też, ale moje mapy na geoblogu całkiem odmówiły współpracy. Zamiast mapy mam napis: Ups... Coś poszło nie tak. Nawet nie mogę sprawdzić czy kropki stawiam w dobrych miejscach. W dodatku nie ma co liczyć na komentarz, że każdy ma tak samo. Echhhhh…. Chyba że ktoś wiadomość mi wyśle – te może jeszcze działają :)
No dobrze, może czas zmienić strategię i zacząć opisywać lokalizację.
Powyżej Zatoki Vigo są takie trzy półwyspy…, chociaż w sumie to pięć, bo nad nami są jeszcze dwa. Nasze Boiro jest na trzecim, a dzisiejszy dzień spędziliśmy na zachodnim krańcu owego półwyspu :) Dokładnie w miejscu gdzie Rio Sirves i Rio Artes (oraz kilka mniejszych strumieni) zlewają się razem i wspólnym ujściem wpływają do oceanu. Cała sceneria to duży obszar wydmowy, porośnięty wszystkim co rośnie na piasku, poprzecinany wspomnianymi rzekami, które kręcą się tu wspaniałymi meandrami, a wszystko udekorowane jest wymyślnymi skałkami o przedziwnych kształtach. Do tego biega i lata tu mnóstwo ptaków, bo w czasie przypływu całe rozlewisko wypełnia się oceanem, a w trakcie odpływu wszelkiej maści skorupiaki czekają na brzegach żeby ptaszyskom wypełnić brzuchy. Od zachodu obszar kończy się otwartym Atlantykiem, od wschodu sporym wzgórzem porośniętym eukaliptusowym lasem z całkiem spektakularnymi formami skalnymi. Pełna paleta barw od niebieskich i granatowych przez jasny piasek i szare skalne akcenty po zieleń lasu. No musi się tu podobać. Nachodziliśmy się do upadłego.