Ł: Obiektywnie rzecz biorąc spacer po polu lawowym powinien zniechęcać każdego. Wszędzie chrzęści żużel, jak na hałdzie za piecem hutniczym, gorąco, sucho, pojedyncze rośliny próbują coś udowodnić… Do tego obuwie odrapane, pocięte i zakurzone tak, że trudno stwierdzić gdzie kończy się but, a zaczyna noga. A jednak jest coś magicznego w przemierzaniu tych pustynnych przestrzeni i oglądaniu kosmicznych krajobrazów.
Dziś po raz czwarty i raczej ostatni, przekroczyliśmy granicę Parku Narodowego Teide. Trekking zaplanowaliśmy poniżej krateru Pico Viejo, czyli na najświeższych śladach spływu piroklastycznego. Z tą świeżością to też szkoda przesadzać, bo krater Pico Viejo wybuchł ostatnio w 1798r, a w ogóle ostatni wypływ lawy miał miejsce w 1909r czyli grubo ponad 100 lat temu. Natomiast ostatnia poważna aktywność sejsmiczna z dymem nad Teide była w 2004r.
Co do samego lawowiska to jest niesamowite, zaczyna się nie od szczytu wulkanu, czyli rozłożystego krateru o średnicy ponad 700m, tylko czarny, zastygły strumień wypływa z takiego pryszcza na zboczu. Poniżej zastygła lawa tworzy przeróżne formy, najczęściej wielkie, ostre i zaskakująco lekkie czarne bryły, ale też wąwozy, groty i głazy. Miejscami idzie się po zastygłej skorupie pod którą pustka dudni jak bęben, czasem po czymś co wygląda jak połamane szamotowe dachówki, a dalej, gdzie czas i erozja zrobiły już swoje teren robi się czerwono-brązowy, podłoże drobniejsze, bardziej otoczakowate. I właśnie na tym żużlu próbują zaistnieć jakieś rośliny. Niektórym się to udaje, a inne (sądząc po rozmiarach - po kilku latach) przegrywają walkę i usychają.
A: Na dzisiejsze łażenie po lawie zaplanowałam sobie znaleźć i sfotografować jakiegoś dorodnego obsydiana. Ta wyjątkowo piękna skała powstaje na wskutek bardzo szybkiego stygnięcia lawy i jest charakterystyczna dla Wysp Kanaryjskich. Jak wspinaliśmy się na Guajarę tydzień temu, widziałam ich mnóstwo, ale nie przyszło mi do głowy, żeby sfotografować na pamiątkę. Dlatego dziś pilnie wypatrywałam pięknych okazów, potem jakichkolwiek okazów, potem jakiegoś małego, żałosnego odłamka, ale… nic. Może one są wyżej? Na pocieszenie pozostał mi spacer wśród sosen kanaryjskich, które bardzo intensywnie pachną. No cóż… I tak obsydianów nie wolno stąd wywozić, to może i lepiej, że nie było?