Geoblog.pl    mikasz    Podróże    Bałkany 2026    Podsumowanie
Zwiń mapę
2026
28
sie

Podsumowanie

 
Polska
Polska, Kraków
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 2231 km
 
A: Nasza bałkańska wyprawa miała 3 cele. Po pierwsze Odwiedzić Kosowo, w którym nigdy do tej pory nie byliśmy. Po drugie zdobyć najwyższe szczyty: Kosowa, Albanii, Macedonii i Serbii. Po trzecie odwiedzić kraje bałkańskie po prawie 10 latach przerwy i zobaczyć jak się przez ten czas zmieniły. Aha! I jeszcze wypocząć od pracy rzecz jasna :)

Kosowo zrobiło na nas bardzo korzystne wrażenie. Czuliśmy się całkowicie bezpieczni, a miejscowi byli do nas przyjaźnie nastawieni. Do tego, miejsca, które mogliśmy zobaczyć wydawały się nowoczesne i porządne, a wysoka jakość samochodów wręcz biła po oczach. Jest też nieprawdopodobnie duża ilość prywatnych klinik, a to nasuwa podejrzenie, że działa tu prężnie turystyka medyczna. Niestety, jak poczytałam trochę o Kosowie, wszystko to spowodowane jest bardzo niewydolną państwową służbą zdrowia, dlatego nawet miejscowi chcąc skorzystać choćby z podstawowej opieki zdrowotnej, muszą płacić. Do tego luksusowe samochody na niemieckich, austriackich czy szwajcarskich rejestracjach należą do Kosowian, którzy pracują na obczyźnie i przyjechali właśnie na wakacje. Cały ten luksus, który wali po oczach jest finansowany przez kosowskie diaspory, prężnie działające za granicą, a na miejscu państwo jako takie boryka się z ogromnym niezorganizowaniem, bezrobociem oraz innymi problemami. Czyli pozory jedno, a rzeczywistość… mizernie.

Nasze trzy najwyższe szczyty oraz nieplanowana kosowska Maja bardzo nas usatysfakcjonowały. Dla mnie to było trochę wyczerpujące (szczególnie Korab) ale radość jest :) Zwraca uwagę niesamowita ilość Polaków na szlakach, którzy stanowią zdecydowaną większość. Spotkaliśmy jeszcze raz Niemców, raz Duńczyków, dwa razy Hiszpanów oraz grupę z Macedonii (ci byli u siebie) reszta to Polacy w dużych ilościach. Oczywiście te duże ilości nie mają nic wspólnego z tym co się dzieje w naszych rodzimych górach, bo generalnie na bałkańskich szlakach jest pusto i cicho, czyli tak jak lubimy.

Jeśli chodzi o porównanie po dziesięcioletniej przerwie, to odnieśliśmy wrażenie, że Serbia zmieniła się na lepsze. Jest czyściej, choć jeszcze w wielu miejscach walają się plastiki, pojawiło się sporo nowych domów, które dobrze się prezentują i wiele jeszcze powstaje, lepsze drogi, lepsze stacje benzynowe. Albania też trochę lepiej, ale jest nieoczekiwanie droga i jest to nieadekwatne do tego co proponują w zamian. Macedonia na plus, podobnie do Serbii. Mam takie spostrzeżenie, że kraje nienależące do UE rozwijają się w dobrym kierunku, natomiast Rumunia i Węgry, które są członkami UE od dawna, stoją w miejscu. A ponieważ świat generalnie pędzi do przodu, u nich ma się wrażenie, że się cofają. Obydwa kraje mają całe wsie (mnóstwo takich wsi), w których są same stare chałupy - klocki, jakiś obskurny sklep na wzór naszego Społem z lat 80tych i absolutnie nic poza tym. Bloki stare, brudne i brzydkie. W oknach wiszą jakieś szmaty, wrażenie okropne! Gdyby nie to, że wiem, że w latach 80tych Węgry prezentowały się o lata świetlne lepiej niż Polska, nigdy bym w to nie uwierzyła.

I jeszcze jedna uwaga co do temperatur i zmian klimatycznych. Kiedy byliśmy na Bałkanach w początkowych latach 2000 prażyło słońce w towarzystwie temperatury ok 28 stopni. Czasem 30. W 2017 podczas naszego ostatniego pobytu było raczej 30 do 33. W tym roku poniżej 37 w ciągu dnia nie spadało, a i tak możemy się uważać za szczęściarzy, bo rok temu Nikodem jak miał 37 stopni, to mówił, że super pogoda, bo przez cały wyjazd waliło ponad 40 stopni. Tak, że tak….



Ł: W ciągu 12 dni przejechaliśmy 3540km i przepaliliśmy 430 litrów drogocennego oleju napędowego. Niemal na całej trasie cena diesla kręci się koło 8zł – zwykle w tej cenie podróżowało się po Skandynawii, a nie po Bałkanach. Pozytywnym wyjątkiem jest Macedonia gdzie cena spada poniżej 7zł, a czarną owcą Albania gdzie trzeba zapłacić ponad 10zł za litr. Ale nie ma co narzekać, ważne, że olej napędowy w ogóle był, bo czasy takie zwariowane, że równie dobrze mogło braknąć.

Zrealizowaliśmy 100% planu, a nawet więcej, bo dzięki zamotowi z Gjerawicą w Kosovie byliśmy dwa razy i weszliśmy na dodatkowy 2,5-tysięcznik. Nie planowaliśmy też Rumunii i przełomu Dunaju, ale granica serbsko-węgierska już dwa razy napsuła nam krwi, więc postanowiliśmy ją ominąć przez stopień wodny Novi Sip. To był dobry ruch, na przejściu były tylko ciężarówki, przejechaliśmy w 3 minuty. Widok na przedzierającą się przez końcówkę Karpat rzekę z góry był bardzo spektakularny. Natomiast wielka (30m) rzeźba skalna oblicza króla Decebalusa, która przypomina ponad 2000-letnią historię Daków i Dacji, z bliska wygląda trochę kiczowato. Z serbskiego brzegu robiła większe wrażenie.

Pobiłem też prywatny rekord wykorzystania czasu wolnego. W podróż wyruszyłem godzinę po przyjściu z pracy, a wyszedłem do pracy 5 godzin po powrocie z podróży :)

Na paliwo wydaliśmy ok. 3450zł (235PLN, 207EUR, 117.800HUF, 3500RSD, 8840MKD, 204RON), uwzględniając jeszcze jakieś autostrady, ubezpieczenia, parki narodowe, stateczek i kajak można doliczyć kilka stówek, ale z pewnością całkowity koszt wyprawy zamknął się w 4000zł.

 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (2)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
mikasz

Anna i Łukasz Mika
zwiedzili 27.5% świata (55 państw)
Zasoby: 793 wpisy793 1061 komentarzy1061 11461 zdjęć11461 0 plików multimedialnych0
 
Nasze podróżewięcej
04.09.2026 - 13.09.2026
 
 
14.08.2026 - 28.08.2026
 
 
08.07.2026 - 26.07.2026