A: Wczoraj jadąc przez wschodnie wybrzeże wydawało nam się, że nic tu nie ma ciekawego. Ale dla chcącego nic trudnego, od czego są internety? Wieczorkiem Łukaszowi udało się znaleźć ciekawe trasy trekkingowe po lawowisku schodzącym do samego oceanu, więc dziś przyjechaliśmy popodziwiać obiecane piękne widoczki. Rezerwat Malpais de Güinar to dość spory teren pokryty czarnobrązową, skamieniałą lawą u stóp malowniczego wulkanu. Przez lawowisko prowadzą wyraźnie wytyczone ścieżki, jednak są one w większości pokryte drobnym lub grubszym, ostrym kamieniem, więc polecam buty trekkingowe. My trochę niedoceniliśmy przeciwnika… Od parkingu do wulkanu cały teren jest porośnięty typowymi dla Wysp Kanaryjskich sukulentami. Udało mi się wypatrzyć następne rośliny endemiczne, które utrwaliliśmy na zdjęciach. Nazwy ciężko spamiętać, ale pełno tu unikatowych roślinek. Wulkan na zdjęciach lotniczych ma fajny krater, a ponieważ nie jest jakiś bardzo wysoki, więc postanowiliśmy się na niego wspiąć i zaglądnąć do środka. W sumie fajny, choć środek okazał się porośnięty tymi samymi roślinami co jego ściany. Schodziliśmy w linii prostej po wulkanicznym piargu, który całkiem nieźle hamował. Następnie doszliśmy do samego wybrzeża, gdzie krajobraz mocno się zmienił. Skały z zastygłej lawy zrobiły się czarne jak smoła, zniknęła wszelka roślinność, za to w dole pięknie kontrastowała z czernią skał biała piana wzburzonego oceanu. Wydaje się, że ta część powstała o wiele później, stąd inny kolor skał i brak roślin, ale mogę się mylić, bo moja wiedza geologiczna jest dość mizerna. Bardzo fajny trekking, mało wymagający, za to obfitujący w typowo wulkaniczne krajobrazy. Szczerze polecam.